Jak mówi stara prawda niezmienna tylko zmienność
i pomimo moich żalów zima definitywnie się z nami żegna. W marcowym garcu pozostało tylko słońce
i deszcz - czas zacząć witać się z wiosną. Nie wiem jak wy ale ja kiedy zaczyna się wiosna nagle przypominam sobie, że przydałoby się trochę poćwiczyć, przejść do fryzjera, kosmetyczki, powymieniać garderobę - czyli tak ogólnie, typowo po kobiecemu zadbać o siebie żeby w pełnym słońcu i wiosennych pejzażach prezentować się przynajmniej przyzwoicie... (tak jakby przez cały rak nie trzeba było). O ćwiczeniach pisać nie będę bo blog ma być przyjemny, o zmianach w garderobie napiszę kiedy indziej czyli pozostaje kwestia włosów
i cery i tu przychodzi na pomoc moja ukochana chryzokola. Po poście "Nagła miłość" dostałam kilka linków o właściwościach chryzokoli i choć myślałam że
w tym temacie nic mnie nie zaskoczy to zaskoczyło. Okazało się, że kamień ten wpływa korzystnie na oczyszczanie organizmu, stan skóry i włosów!!! Rozpoczęłam wiosenną regenerację i stroję się
w chryzokolę. Do fryzjera pójdę później ;-)